
Kolejna część, te same problemy? Sniper Elite: Resistance - recenzja gry (XSX/XRP/XCG)
3 kwietnia 2025

Kolejna część, te same problemy?
Sniper Elite: Resistance - recenzja gry (XSX/XRP/XCG).
Wiecie nad czym teraz myślę? Chciałbym cofnąć się do trzeciego kwartału 2005 roku, a konkretnie piątkowego 30 września. Tego pamiętnego dnia rozpoczęła się moja miłość do Sniper Elite. Mógłbym napisać „serii gier”, ale nikt wtedy nie wiedział, że doczekamy się (dopiero 1 maja 2012 roku) V2. Lata mijały, a części przybywało (w tym nawet z umarlakami). Tak oto dochodzimy do przedostatniego dnia stycznia 2025 roku, premiery najnowszej odsłony o podtytule Resistance. Czy jako fan oczekiwałem tego, co dostałem w najnowszej produkcji Rebellionu oraz Wushu Studios? Przekonajmy się.
Niby IIWŚ, ale jednak nie
Misja Karla Fairburnea we Francji dobiegła końca, powstrzymano Operację Kraken. Czy może to oznaczać zrzut w zupełnie innym państwie w nowym teatrze działań? Mogłoby tak być, ale jak sam zwrot Resistance użyty w tytule rzecze, dołączymy do francuskiego Ruchu Oporu i, co jest nowością, nie w skórze wspomnianego jegomościa. Tym razem przyjdzie nam wcielić się w Harry’ego Hawkera, żołnierza ze Specjalnego Zarządu Operacyjnego, którego gracze mogą kojarzyć z trybów multiplayer poprzednich odsłon. Cel? Zneutralizowanie nowej Wunderwaffe w strukturach Luftwaffe, a mianowicie broni chemicznej, Kleine Blume (Mały Kwiatek).
Brzmi znajomo? Nic dziwnego, gdyż wykorzystano znany i dobrze wypracowany schemat. Tajna broń? Jest. Otwarte mapy? Odhaczamy. Główny antagonista w strukturach SS? Jak najbardziej. Osiem/dziewięć misji? Wszystko się zgadza. Czy ponownie dostaliśmy to samo? Niekoniecznie, ale nie uprzedzajmy faktów (Pan Bogusław Wołoszański czytający tę recenzję … Brzmi jak spełnienie marzeń).
Klaps - akcja
Kontynuując wątek, chciałbym napisać, że otrzymaliśmy coś zupełnie nowego. To nie tak, że z mojej strony będą sypać się gromy, ale dobrze pamiętam jak wyglądała Italia. Na domiar złego, w październiku 2024 roku ograłem France, więc nic dziwnego, że najzwyczajniej w świecie jestem przesycony tego typu rozgrywką. Zapewne pojawią się pytania: „To po co w takim razie sięgasz po kolejną odsłonę?”. Ciężko będzie sformułować mi odpowiedź. Po części sprawdzam z ciekawości, bo pomimo oklepanej formuły, to dalej Sniper Elite, którego w głębi cenię i lubię. Fakt, niby nowe jednostki broni, mapy, zadania, a jednak, nie oszukujmy się, te same. Recenzencki obowiązek? Poniekąd. To nie jest jedna z najważniejszych serii w growym świecie, ale koniec końców większość ją zna bądź kojarzy. Ostatni i chyba najważniejszy powód - mam aktywną subskrypcję Xbox Game Pass Ultimate, więc żal byloby nie sprawdzić. W końcu, używając zwrotu, który dość często słyszę, jest „za darmo”.
Spędziłem prawie 23 godziny, w trakcie których wykonałem 9 misji rozgrywających się od 13 maja 1994 r. do 5 czerwca 1944 r., czyli przed operacją D-Day. Tak naprawdę jest ich 7, bo zgodnie z tym do czego nas przyzwyczajono, pierwsza jest samouczkiem, a ostatnia to tzw. polowanie na głównego antagonistę. Nie będę nie wiadomo jak zagłębiać się w szczegóły, ale w gruncie rzeczy dostajemy to samo, tylko ubrane w nowe szaty. Zupełnie inne lokalizacje, ale ze starą otoczką tj. dokonaj sabotażu, zdobądź dokumenty czy wyeliminuj cel standardowy lub z Listy Zabójstw (od 2 do 8 zadania). Nie obeszło się bez możliwości rozgrywki PvP, czyli słynnego Trybu Inwazji Państw Osi.
Nowością są Misje Propagandowe. Aby je odblokować, należy znaleźć ukryte plakaty podczas kampanii głównej. Każda z misji rozgrywa się w innym mieście i wymaga od nas z góry określonego stylu rozgrywki - niewykrywalności, snajperskich oraz bojowych umiejętności. Poniekąd jest to jakieś urozmaicenie i pozwala nam sprawdzić się w danym typie zadania, ale nie jest ich dużo, bo 7 i w gruncie rzeczy nie będą stanowić większego wyzwania dla większości graczy.
Rentgenowska kamera śmieci
Prześwietlenia podczas postrzałów dalej są „soczyste” i dają dużą satysfakcję, a potwierdzeniem tego niech będą zamieszczone screeny uchwycone podczas penetracji ciała przez nabój. Wydaje mi się, że mogą być bardziej szczegółowe niż w poprzedniej części, ale tego nie potwierdzę. Nie zamierzam wracać do piątki. Na ten moment mam dość formuły, którą serwuje nam Sniper Elite (chyba że w wersji mobilnej na NSW). Co nie zmienia faktu, że samo strzelanie należy do bardzo przyjemnych.
Harry, podobnie jak Karl, potrafi wyciągnąć broń znikąd (oj, wiecie skąd), ale nie oszukujmy się, to jest tylko i wyłącznie gra. Jednym to przeszkadza, innym nie. Ja należę do tych pierwszych, więc Wam to zaznaczam. Twórcy ponownie udostępnili nam autentyczne jednostki broni z możliwością modyfikacji, więc fani realizmu będą kręcić nosem z niezadowolenia i lekkiej abominacji.
Na liczniku prawie 700 słów, a ja nie wiem, co jeszcze mógłbym dodać. Kto grał, ten wie, więc w skrócie. Ciała przy podnoszeniu wciąż teleportują się do bohatera, tak by ten mógł je podnieść. Sztuczna inteligencja przeciwników nadal nie dostrzega braku dwójki z patrolu ani wielu innych rzeczy, ale z drugiej strony snajper nieprzyjaciela dostrzeże Cię z 300-400 metrów. Zniszczone deski magicznie znikają, a broń pozostawiona przez nieprzyjaciela lub znaleziona w składzie, po wejściu przez nas na drabinę, magicznie znika z dłoni, co skutkuje, po zejściu z niej, sięgnięciem po ostatnio używaną flintę z ekwipunka. Ja wiem, że Wy wiecie, ale taki mój obowiązek jest to zaznaczyć.
Pod względem grafiki jest nierówno. Ładnie wyglądająca woda i kamienisty brzeg kontrastują z dziwnymi twarzami wrogów, ich modelami czy średniej jakości teksturami niektórych obiektów. Ogólnie rzecz ujmując, wizualnie wracamy do tytułów sprzed kilku, a nawet kilkunastu lat. Zdecydowanym plusem jest jednak użycie przez twórców autorskiego silnika Asura, co przekłada się na brak poważniejszych błędów i glitchy. Dodatkowo gra niemal cały czas działa w 60 klatkach na sekundę. Jeżeli chodzi o audio, to odpuściłem. W kółko słyszymy to samo, także polecam dobry podcast w tle.
Malutki suplement*
Prawie każdy tytuł sprawdzam w innych dostępnych „formach grania”, chociaż nie zawsze o tym wspominam. Tak, zapominam o nich napisać. Wracając, nie inaczej było z Resistance. Specjalnie dla Was ogrywałem go w dwóch usługach, tj. Xbox Cloud Gaming oraz Xbox Remote Play. W obydwu przypadkach pojawiały się, standardowe dla wymienionych aplikacji, problemy. Wynikało to z pewnych kwestii technicznych, ale o tym dalej. Wspomnieć muszę, że mój zestaw do mobilnego grania stanowi nadgryzione jabłko trzynaście „wielki duży” oraz przystawka marki „Brzytwa” z pseudo japońskim słowem w wersji drugiej.
Największą bolączkę stanowi kompresja wyświetlanego obrazu. O ile granie z użyciem WiFi nie stanowi problemu w obydwu usługach, bo spadki jakości pojawiają się sporadycznie, o tyle rozgrywka z użyciem transferu danych (LTE oraz 5G) w chmurze bywa problematyczna. O zdalnym graniu nie wspominam, ponieważ najzwyczajniej w świecie aplikacja Xbox nie chce połączyć się z konsolą, która jest dosłownie półtora-dwa metry ode mnie. Wróćmy do Clouda, gdyż kalifornijski system operacyjny nie posiada dedykowanej dla niej appki. Nie stanowi to żadnego problemu, ale no… mamy XXI w.
Odbiegam trochę od głównego wątku, także, wracając do chmury. Nagłe spadki płynności i jakości wyświetlanego obrazu. Próby ponownego połączenia, które w większości kończą się zakończeniem streamingu. Jest to jakieś wyjście/możliwość, ale jak już decydujemy się na taką rozgrywkę, to tylko z dobrą siecią WiFi. Jeżeli potrzebujecie cyferek, to 70% czasu spędzonego w mobilnym graniu, spędziłem w aplikacji Xbox. Moja biblioteka -> Konsole -> Damian XSX -> graj zdalnie na tym urządzeniu. Tyle. Na koniec moja sugestia - sprawdzajcie wszystko, co się da. Zajęty telewizor? Włączamy PCta/laptopa, gramy w Cloudzie, bądź jeśli gra jest w GP, instalujemy ją na dysku i cieszymy się rozgrywką. Każdy z nas posiada smartphonea. Wystarczy połączyć z Xboxowy kontrolerem i o ile subskrybujemy najwyższy poziom, skorzystać z chmury i darmowego dla wszystkich Remote Play.
Niby tak, ale nie do końca
Gdyby nie fakt, że kilka miesięcy temu poświęciłem prawie 30 godzin na piątkę, to w recenzowany tytuł grałoby mi się całkiem przyzwoicie. Werdykt może być tylko jeden, nie kupujcie w obecnej cenie. Dla mnie najnowszy Sniper Elite to bardziej samodzielny dodatek niż pełnoprawny tytuł dlatego polecam rozglądać się za nim jak będzie w przedziale cenowym ~ 50-70 zł.
Co innego jeśli chodzi o usługę Xbox Game Pasa. Jeśli macie aktywną subskrypcję, formuła SE Wam się jeszcze nie znudziła lub po prostu nie wiecie, w co zagrac - sięgnijcie. W najgorszym przypadku usuniecie ją z dysku i zapomnicie o temacie.
*dodane tuż przed publikacją
Gra z usługi Xbox Game Pass Ultimate, na którą kod otrzymałem od Xbox Polska. Tekst został w 100% oparty o moje własne doświadczenia z ww. tytułem (22h 45’ rozgrywki).
Zyskaj dostęp do tysięcy gier na konsole
Wymieniaj, kupuj oraz sprzedawaj gry na PS5, PS4, Xbox Series X, Xbox One i wiele innych platform!
Dołącz już teraz